sobota, 13 stycznia 2018

[Psi bloger] 13/62

Hau! To ja, Milka!
Myślę, że mnie znacie, bo jak dobrze wiem ten blog jest przede wszystkim o mnie, ale — co dziwne — Agata nigdy nie pozwalała mi napisać dla Was czegoś od siebie. Teraz, kiedy nie widzi, postanowiłam opowiedzieć Wam o jednym ze spacerów na jakim ostatnio byłam. Agata mówi, że uczestniczymy w jakimś Projekcie 62 i dlatego praktycznie codziennie wyciąga mnie na spacery. Nie powinnam narzekać, bo uwielbiam spacerki, ale zawsze kiedy ona chce iść na dwór ja akurat zwijam się w idealny kłębuszek u babci na fotelu i jestem gotowa na popołudniową drzemkę. Kiedy woła, niechętnie zwlekam się na podłogę i smutno patrzę na fotel zanim wychodzę z pokoju. Wiecie co jest najgorsze? Po powrocie ze spacerku idę do babci z zamiarem kontynuowania drzemki, a na moim miejscu śpi kot! Rozumiecie? Kot! To jest nie do pomyślenia.
We wtorek, bo to chyba był wtorek... Tak, to na pewno był wtorek, bo Agata ma wtedy malutko lekcji i szybko wraca o domu. No, więc we wtorek byłam na najfajniejszym spacerze od wielu wielu dni. Agata ubrała mnie w szelki i przyczepiła do nich taką długą linkę, którą przez chwilę bawił się kot, kiedy czekałam, aż moja pani się ubierze. Postanowiłam go ugryźć, ale spryciarz był szybszy. Kiedyś mi się uda, mówię Wam. Wyszłyśmy (bez Kota, bo on nie może haha, nie wie co traci siedząc w domu) na podwórko i poczułam, że jest dość zimno, a trawa pokryta jest malutką warstwą śniegu. Zobaczyłam też wtedy, że Agata niesie w ręce coś przyczepionego do aparatu. Jak mi  później wytłumaczyła był to statyw. Szłyśmy tą samą drogą, którą zawsze spacerowałyśmy z moim przyjacielem Rickiem. W pewnym momencie usłyszałam, że linka upada na ziemię, ale nie zareagowałam na to. Pańcia często tak robi na spacerach. Dreptałam sobie po polnej drodze obwąchując krzaczki i od czasu do czasu znacząc teren. W pewnym momencie Agata weszła na pole i mnie zawołała. Byłam zdziwiona, bo od kiedy my chodzimy na pola? Nie myślałam nad tym długo, bo jeszcze by się rozmyśliła. Pobiegłam zadowolona w jej stronę, ale zanim zdążyła zrobić mi zdjęcie byłam już za nią szukając dziur, w których chowają się myszy.
Na początku mijałyśmy kobietę z psami, którą zobaczyłam dopiero po jakimś czasie. Byłam zbyt zajęta węszeniem nor dlatego też nie zainteresowała mnie ona w ogóle, a jej pupile tym bardziej. Agata robiła zdjęcia, a ja biegałam swoimi ścieżkami czasem unosząc łeb do góry, aby sprawdzić, gdzie jest moja pani. W pewnym momencie zostałam zawołana, ale niezbyt mnie to zainteresowało. Agata pojawiła się przede mną z małym pluszowym smokiem. Pomachała mi nim przed pyszczkiem, więc zamerdałam ogonem i pobiegłam za nim, kiedy go rzuciła. Wzięłam go w zęby, aby zaraz wypluć i wrócić do węszenia. Słyszałam zawiedzione westchniecie mojej pani, ale powinna zrozumieć, że na polu są ciekawsze rzeczy do roboty niż aportowanie misia. Czasem chodziłam obok Agaty, czasem byłam naprawdę daleko od niej, ale powinna wiedzieć, że zawsze prędzej czy później do niej przybiegnę. Nie rozumiem, więc dlaczego przerwała mi rozkopywanie nory i powiedziała, że jak woła "do mnie, Milka" to powinnam do niej iść. Są rzeczy ważne i ważniejsze, a szukanie myszy zdecydowanie zalicza się do tych drugich. Niedługo po tym wracałyśmy już do domu. W końcu znalazłyśmy się w ciepłym miejscu. Powoli robiło mi się zimno w łapki.
Ups. Agata nakryła mnie na pisaniu postu dla Was, ale zgodziła się, żebym go dokończyła i jeśli Wam się spodoba taka wersja wpisów to będę mogła częściej tu coś dodawać. Kazała również przekazać jak idzie jej w Projekcie 62. W ciągu trzynastu dni na spacerze ze mną była osiem razy, a pisała przez dwanaście dni. Jak na moje to dobrze jej idzie, ale co ja tam mogę wiedzieć.
Miło było dla Was pisać i mam nadzieję, że robię to tak samo dobrze (a nawet lepiej) jak Agata.

Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że przeczytałeś ten post! :] Jeśli ci się spodobał albo masz jakieś uwagi, pisz śmiało w komentarzu. Każda wiadomość dotycząca wpisu jest ważna, bo pozwala mi doskonalić się w pisaniu, a także wiem, że to czytacie, a nie tylko wyświetlacie.
Przeczytałeś = skomentuj. Ciebie to nic nie kosztuje, a mnie motywuje :]