niedziela, 7 stycznia 2018

Guardy od Kudłaty Art

Niespełna rok temu w końcu się zebrałam i postanowiłam zakupić szelki typu guard, o których myślałam od paru lat. Przez kilka dni przeszukiwałam cały internet w poszukiwaniu firm robiących szelki na wymiar, ale nie mogłam niczego ciekawego znaleźć. Odpuściłam sobie zaglądanie do sklepów z gotowymi akcesoriami, bo Milka jest niewymiarowym psem i ciężko byłoby cokolwiek dopasowanego kupić. Wreszcie wpadłam na Kudłaty Art i to było coś czego szukałam.
Kudłaty Art, ale co to?
Prawdopodobnie każdy z Was — czytelników — kojarzy tę markę chociażby z nazwy, ale jeśli nie to już tłumaczę. Kudłaty Art to firma, która wykona akcesoria dla Twojego pupila specjalnie na Twoje życzenie. To znaczy Ty podajesz wymiany, kolor taśm, wzór i haft, a oni szyją na ich podstawie szelki, obroże, smycze i inne rzeczy — w zależności od tego czego potrzebujesz.
U nas padło na guardy, które wybrałam głównie dlatego, że w zwykłych szelkach spacerowych Milce niezbyt wygodnie się biegało. Myślałam jeszcze nad norwegami, które zachęciły mnie rączką, ale w ostateczności z nich zrezygnowałam.

Jak wyglądają i z czego składają się nasze szelki?
— 2 cm szerokości
— standardowa regulacja (5-8 cm)
— taśma bazowa koloru czarnego
— czarna tasiemka w białe czaszki
— podszycie: czerwona siateczka

Do wyboru wzoru na tasiemce nie przykładałam się za bardzo. Zobaczyłam czachy i pomyślałam, że są spoko i będą Milce pasować, więc nie przeglądałam reszty. Nie żałuję nawet jeśli teraz wybrałabym jakiś komiksowy wzorek. Nad wyborem podszycia natomiast trochę posiedziałam. Padło na czerwoną siateczkę. Czerwoną, bo pasuje do czarnego; siateczkę, bo jest oddychająca.

Jak sprawdzają się w praktyce?
Szelki towarzyszą nam na spacerach od pierwszego lutego, czyli od dnia, w którym do nas dotarły. Milka z początku nie była do nich przekonana, ale po kilku minutach normalnie spacerowała, a nawet biegała po ośnieżonych polach. Z czasem, kiedy śnieg zniknął, dzielnie dreptała w nich po błocie, kałużach, wszelkich krzakach i wysokich trawach, wchodziła w nich do wody i oczywiście biegała na wycieczkach rowerowych.

Jestem z nich naprawdę zadowolona. Pomimo wielu czynników brudzących białe czaszki wciąż w większości są białe z czego bardzo się cieszę. Na spodzie czarny kolor stracił swoje nasycenie i jest tam bardziej ciemno szary, ale nie przeszkadza mi to. Przecież i tak tego zwykle nie widać. Przez podszycie z siateczki szelki wydają się grube i szersze niż powinny być (mają nawet 2,5 cm szerokości w niektórych miejscach), ale dzięki temu widać ten czerwony kolor i jeśli mam być szczera to wcale nie przeszkadza. Do siateczki przyczepia się psia sierść, a że Milka linieje przez cały rok to po każdym spacerze zostaje tam trochę brązowych i czarnych kłaków. Srebrne okucia nadal są srebrne i nie rdzewieją nawet po wielu spotkaniach z wodą. No właśnie, woda. Jak wspomniałam, Milka wchodziła w tych szelkach do jeziora, czyli logicznie myśląc szelki były mokre. Wchłaniają wodę i robią się wtedy dość ciężkie, ale wystarczy je wycisnąć i powiesić na grzejniku albo gdziekolwiek indziej i po niezbyt długim czasie są suche.

Jak napisałam na samym początku, guardy kupiłam głównie po to, aby psu wygodniej biegało się podczas naszych wycieczek rowerowych. Przyznać muszę, że sprawdziły się naprawdę dobrze. Milka zazwyczaj biegnie obok roweru jednak zdarza jej się czasem wyrwać do przodu. Łączy się to z tym, że linka, którą ma przyczepioną do obu kółeczek na szelkach jest mocno napięta (zdarza jej się nawet ciągnąć rower, ale zawsze w takich momentach przyspieszam, żeby nie musiała tego robić, bo nie jest psem stworzonym do tego ;) ). Po wielu intensywnych biegach kółeczka nadal są na swoim miejscu i żadne nitki nie puściły.


Powtarzam to już któryś raz i powtórzę po raz kolejny: jestem z tych guardów naprawdę zadowolona. Nie żałuję wyboru firmy i wydania siedemdziesięciu złotych tylko na szelki. Zdecydowanie polecam markę Kudłaty Art! ;]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że przeczytałeś ten post! :] Jeśli ci się spodobał albo masz jakieś uwagi, pisz śmiało w komentarzu. Każda wiadomość dotycząca wpisu jest ważna, bo pozwala mi doskonalić się w pisaniu, a także wiem, że to czytacie, a nie tylko wyświetlacie.
Przeczytałeś = skomentuj. Ciebie to nic nie kosztuje, a mnie motywuje :]